Menu

KFK

kilka słów do kawy

Czerwone dinozaury

lindeczek


    Kto mnie zna ten wie, że baardzo lubię koncerty i teatry (o filmach to nawet nie wspominam). Dowiedziałem się właśnie skąd się to u mnie wzięło, może nawet nie tyle samo uwielbienie sztuki ile podejście do tego tematu, a mówiąc bliżej zachowanie na koncertach, czy wystawach, albo sztukach. Już wyjaśniam co mam na myśli. Kiedy wybieram się na koncert jakowyś to bardzo często, czy to za moją ingerencją, czy też jakowychś sił wyższych mam zwykle okazję poznać artystów na których występie byłem, albo dopiero będę. Skąd bierze się u mnie to otwarcie względem ludzi sztuki? Otóż odziedziczyłem ten niecodzienny dar po Mamie. Oto jak to dostrzegłem: wybieram się ze swoją Mama (u której właśnie jestem) na koncert Czerwonych Gitar. Ona to dziś (czyli trzy dni przed koncertem) spotkała panów muzyków i oczywiście pogawędziła sobie z nimi i wzięła od nich plakat i dwa autografy.  ...no tak jak mawiają nie daleko pada jabłko od jabłoni:) Wcale nie będę zaskoczony jak przyjdą jutro na kawę.
   Jest to jeden z tych zespołów na koncert którego w Polsce pewnie bym się nie wybrał, bo byłoby mi szkoda i tak nie dużych funduszy, bo bilety to oni mają drogie (w ten sposób wiele już koncertów zmuszony byłem sobie „odpuścić”). Jestem pewien, że będzie to swojego rodzaju uczta duchowa, bo przecież panowie z tej ekipy tworzyli muzykę jaką dziś słuchamy. Pamiętam jak kiedyś będąc małym chłopcem słuchałem ich niechętnie będąc na jakimś obozie, gdzie wychowawczynie puszczały ich przeboje o zgrozo codziennie rano. Dziś bardzo miło to wspominam i chętnie się wybiorę na taki koncercik.
    Ciekawi mnie jak będą brzmieć w porównaniu do płyt jakie już słyszałem, jak będą się zgrywać (bo przecież każdy artysta dobrze wie, że różnie się tworzy w zależności od towarzystwa). Przytoczę słowa mojej rodzicielki która stwierdziła, że „to już dinozaury i ja też już jestem prawie dinozaur”  Tak Mamut powiedziała to też i tak będzie. Idę słuchać dinozaurów:) Cóż dla mnie to Czerwone Gitary były wspaniałym zespołem za czasów kiedy śpiewał u nich Krzysztof Klenczon, albo Seweryn Krajewski i chyba nikt już tego klimatu i nastroju nie stworzy. Podobne podejście mam do Dżemu, który to jak dla mnie był kultowy za czasów Riedla. Jednak staram się nastawić na dobrą zabawę i ucztę dźwięków i w sobotę zobaczę jak to będzie (później napiszę w komentarzach swoje odczucia) Przecież świat się rozwija i chyba Czerwone Gitary, są jednym z lepszych przykładów ewoluowania muzycznego w zależności od składu muzyków(ich historia z wikipedii do wglądu tu). Zapraszam do poszperania i może, ktoś będzie chętny podać jakie dostrzegł różnice.


    Ja za to znów obszedłem się smakiem względem czegoś co sam chciałem posłuchać sobie na żywo. Kanadyjczycy mają pewnego multiinstrumentalistę, który jest dość mało znany, zarówno w Kanadzie jak i w ogóle na świecie. Jest nim Shane Philip, muzyk który śpiewa i gra na gitarze, perkusji, djembe, didgeridoo i kilku innych instrumentach. Najciekawszą rzeczą w tym wszystkim jest fakt, że ów artysta robi kilka z tych rzeczy jednocześnie (!!!) na koncertach na żywo. ..ehh chciałem to zobaczyć, ale niestety najpierw pogoda nie pozwoliła, a teraz musiałem wybierać między Czerwonymi Gitarami i Shane Philip’em. Wygrali nasi:)  Szczerze polecam zapoznanie się z twórczością Shane Philip’a (choćby na myspace - tu) i zachęcam do zakupu jego płyt i propagowaniu jego twórczości, bo to co robi jest swego rodzaju magiczne i wspaniałe. Troszkę może sympatyzuję, ponieważ sam grywam na djembe i lubię brzmienia didgeridoo, ale cóż mój blog to mogę prywatę stosować:)


Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • lindeczek

    Koncert był udany i wszyscy świetnie się bawili. Muzycy pokazali doskonałą klasę w wykonaniu każdego z utworów (oczywiście wszystko grane było na żywo). Zespół zagrał głównie przeboje sprzed lat, ale też i pojawiły się piosenki z ich nowej płyty. Wśród widzów byli również Kanadyjczycy zwykle współmałżonkowie, którzy jak miałem okazję się dowiedzieć trochę z zazdrością przyglądali się całej imprezie. Publiczność dopisała i choć miejsca do tańczenia było niewiele (a wśród niektórych z widzów nawet i sił) koniec koncertu wszyscy spędzili na stojąco podrygując, klaszcząc i śpiewając przeboje ze swojej młodości. Koncert wspaniale został zorganizowany przez Rose Theatre. Byłem pod wielkim wrażeniem całej obsługi. Doskonale wyposażeni i przygotowani, wszystko przebiegło odpowiednio i bez najmniejszych zgrzytów, choć po koncercie muzycy podpisywali płyty i kolejka była przeogromna.
    ...cóż wrażenia mam bardzo pozytywne po tym całym koncercie, bo zobaczyć własną mamę jak śpiewa na koncercie to fajna sprawa (hę i to jak głośno:]), jednak trochę mi szkoda, że ominął mnie pan Shane Philip, ale to tylko rzecz mojego gustu i upodobań. ..ot po prostu za młody jestem na słuchanie "dinozaurów", ale to chyba dlatego, że każde pokolenie ma swoje "dinozaury" i to jest w tym najważniejsze:)

© KFK
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci