KFK

kilka słów do kawy
Blog > Komentarze do wpisu

Toronto zimą


    Wybraliśmy się z Her-Batką na wycieczkę do Toronto. Teoretycznie dość blisko mieszkamy, bo zaledwie jakieś 40 kilometrów od domu do samego hostelu, w którym się zatrzymaliśmy, jednak środkami komunikacji miejskiej cała podróż zajęła nam ponad 2 godziny. Oczywiście muszę dodać, że w trakcie podróży byliśmy zmuszeni czekać ponad pół godziny na jeden z autobusów, jednak to tak czy inaczej zdecydowanie bardzo długo. Samochodem ten dystans można przecież pokonać w niecałą godzinę (no czasem nawet dłużej niż dwie godziny, ale to już kwestia korków). Chcieliśmy jednak jak to my pozwiedzać sobie okolicę, i zobaczyć jak taka podroż wygląda w realiach właśnie komunikacji miejskiej, która poniekąd łączy oba miasta. Jakbym jednak na to nie spojrzał generalnie połączenia, są w tak zręczny sposób dostosowane, że cała podróż to dwie przesiadki: autobus – metro – autobus.

    Miejsce w jakim się zatrzymaliśmy to Hostel Toronto Garden Inn B&B (bed & breakfast), który jest bardzo przytulnie urządzonym i czystym miejscem. Hostel jest w domu w stylu wiktoriańskim i w sumie właściciel zachował odpowiednią równowagę i smak w wystroju. Podróżnik zatrzymujący się w tym hostelu, będąc otoczony meblami, które można spokojnie nazwać antykami, jest jednocześnie miło zaskoczony czystością i świeżością łazienek jak i kuchni.


    Pierwszy wieczór spędziliśmy miło w hostelu. Następnego dnia rano natomiast, zaraz po zjedzeniu śniadania wybraliśmy się na pieszą wędrówkę po centrum (czyli tzw downtown). Celem naszego spaceru była wieża CN Tower, która jest drugim co do wysokości obiektem na świecie. CN Tower ma ponad 500 metrów wysokości i trzeba przyznać, że robi spore wrażenie.  Wrażenie to potęguje zwłaszcza fakt, że wcześniej spaceruje się wśród drapaczy chmur i co chwilkę człowiek patrzy się w górę, a chwilę później (chwilkę, bo windą wjeżdża się na CN Tower w ok. minutę) widzi te same budynki z góry i wówczas wyglądają jak pudełka zapałek, a samo miasto wygląda jak makieta. Niesamowite przeżycia zapewniają takie atrakcje jak szklane elementy podłogi zarówno w windzie jak i na jednym z pieter tarasów widokowych. Przyznać trzeba, że wejście na taką szybę jest dość ekscytującym przeżyciem.


 

    Prosto z wierzy CN Tower wybraliśmy się na typowej kanadyjskiej jadłodajni, której odpowiednikiem w Polsce mogą być co najwyżej bary mleczne, lub niewielkie zajazdy z domowym jedzeniem. Knajpka okazała się maleńka, wąska, z zaparowaną szybą i wyjątkowo zatłoczona. Panowie kucharze w dość nietypowych czapkach kucharzy okrętowych zrobili na Her-Batce olbrzymie wrażenie i bardzo jej się podobało, że całe potrawy były przygotowywane na oczach klienta i co ciekawe były wyjątkowo spore. Jak dla mnie miejsce to wydało się początkowo dość niemiłym, jednak bardzo miła obsługa szybko zgasiła moje poczucie niesmaku. Mówiąc w skrócie jak tylko doszliśmy do jedynego wolnego stolika i zdjęliśmy kurtki od razu podszedł do nas jeden z kucharzy wytarł stół i podał dwie szklanki z wodą. Kiedy już rozsiedliśmy się i czekaliśmy na podanie specjałów rozejrzałem się i dopiero wówczas zauważyłem jakie mieliśmy szczęście. W tym zatłoczonym i zaparowanym miejscu, które to swym wyglądem trochę nawet prosiło o jakiś mały remont, lub odświeżenie było sporo ludzi, którzy wtryniali podane jedzenie, z wielkim smakiem (aż im się uszy trzęsły :]). Jak się okazało z czasem większość z nich była stałymi klientami tego miejsca i zrozumieliśmy to razem z Her-Batką, kiedy tylko dostaliśmy nasze potrawy. Absolutnie miejscowe (więcej na ich temat pewnie napisze sama Her-Batka).

    Mając już pełne brzuchy poszliśmy dalej wędrować. Tym razem w stronę chinatown, gdzie pełno było sklepów, sklepików i sklepiczków zapełnionych najdziwaczniejszymi różnościami, których to przeznaczenie czasem trudno było nam sobie wyobrazić, a niektórych (przynajmniej jak dla mnie) nadal stanowi wielką zagadkę (zwłaszcza przypraw). Idąc przez miasto trudno było nie zauważyć sporej ilości graffiti i murali, które co ciekawe były umieszczane na bocznych uliczkach i wiele z nich było naprawdę imponujących. Z chinatown mieliśmy się wybrać w kierunku Uniwersytetu Toronto, i zasadniczo nawet tak zrobiliśmy, jednak bardziej w kierunku hostelu, ponieważ Her-Batka zapełniła swoją torbę i jeszcze jedną mieliśmy w ręce, więc celem ulżenia własnym rękom zmuszeni byliśmy odnieść zakupy. Po drodze jednak mieliśmy Ontario College of Art & Design, który mieści się w jednym z ciekawszych budynków na świecie. Co zresztą trzeba zobaczyć, ponieważ robi olbrzymie wrażenie.

    Tak też powoli dotarliśmy do hostelu, gdzie zdaliśmy sobie sprawę z tego, że jednak przemarzliśmy. Niby temperatura minus dwóch stopni jest jak na warunki tutejszej zimy dość łagodną, to jednak nadal jest to temperatura poniżej zera i spacerowanie w takim chłodzie jest męczącym doświadczeniem. Dlatego też usiedliśmy sobie z Her-Batką przy drinku i umilaliśmy sobie czas rozmową.

Jeśli ktoś jest zainteresowany to więcej zdjęć z tej wycieczki, można zobaczyć - TUTAJ

    Muszę przyznać, że może i wycieczka zimą w Kanadzie nie brzmi zbyt zachęcająco, to jednak zdecydowanie bardziej ukazuje w jaki sposób ludzie żyją w tym kraju, który ma jednak dość zimowy klimat. Dopiero kiedy człowiek pospaceruje tutaj kilka godzin, może próbować rozumieć z jakimi trudnościami zmagali się tu kiedyś osadnicy i jak wiele zrobili. Nawet kiedy widzi się Kanadyjską architekturę można dostrzec w niej tę dawkę przekory i chęci udowodnienia własnej wartości jaką poniekąd nasiąkł chyba każdy Amerykanin. To tak jak nam Polakom trudno zacząć wierzyć w siebie i własną wartość (o wartości narodu nie wspominając), tak amerykanie na wszelki sposób starają się dowieść własnej wartości. …ale przecież ta akurat cecha zasadniczo pozytywna, choć potrafi rozwinąć się w bardzo negatywny sposób jest jednak cechą dość wspólną dla naszej epoki, bo chyba wszyscy staramy się, ba wręcz jesteśmy zmuszani do udowadniania własnej wartości w oczach innych (pracodawców, nauczycieli, znajomym, a czasem nawet i rodziny).

 

wtorek, 08 lutego 2011, lindeczek






TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/02/08 22:06:46
hello, hello, ale mnie tu długo nie było :) i zajrzałam i jestem pod wrażeniem :) Pozdrawiam ciepło :)
-
2011/02/11 01:21:29
Bardzo mi się podobał Wasz spacer po Toronto, przede wszystkim dlatego, ze jest taki inny, nie utartymi szlakami dla turystów, ale nieco "od kuchni":) Zachęciłam się:) Może następnym razem, gdy będę w USA, zrobię też i wycieczkę do Kanady?
-
2011/02/11 04:32:24
Faktycznie nasz spacer był ukierunkowany na CN Tower i obejrzenie miasta, czyli jak to się wyraziła Her-Batka: "szliśmy na czuja". Przyznam, że po prostu dobrze się bawiliśmy :)
-
2011/02/11 23:07:25
Lubię zwiedzać rózne miejsca swoimi drogami. Czasem jeżdżę na wycieczki zorganizowane, ale ostatnio zdecydowanie mniej. Zwiedzanie miasta własnym tempem i zgodnie z własnymi upodobaniami jest dla mnie bardziej sensowne, niż oglądanie zabytków zza szyb autokaru.
-
2011/02/12 05:12:36
My z Her-Batką za każdym razem robimy sobie wycieczki w taki sposób. Sami organizujemy przejazd, nocleg i wędrówkę po mieście, która to z resztą najczęściej nie jest w ogóle zorganizowana - ot idziemy w jakimś tam kierunku.
-
2011/02/13 18:26:10
Chyba nie odważyłabym się spojrzeć w wieży CN Tower przez szklana piodłogę w dół. Straszne!! Chyba umarłabym ze strachu :(((
-
2011/02/13 20:50:26
Odważyłabys się:) Ciekawość zwycięża:)


page rank
Katalog blogów. Najlepsze blogi.
Najlepsze Blogi



Przeglądaj używając

Firefox Chrome



TRANSLATE THIS PAGE
Przetłumacz stronę

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...