Menu

KFK

kilka słów do kawy

Akcja - reakcja

lindeczek

...czyli o tym jak bardzo niezdecydowanym narodem jesteśmy. 

 


Zmuszony byłem dodać ów podtytuł, ponieważ chcąc napisać na temat ostatniej akcji „Konkubinat to grzech! Nie cudzołóż!” – wywnioskowałem, że nasz naród jest wyjątkowo niezdecydowany. Jakbyśmy nie mogli się opowiedzieć za tym: „Czego to my w końcu chcemy?” ...ale od początku.

Akcja jaką planuje zorganizować Krajowy Ośrodek Duszpasterstwa Rodzin przy Episkopacie Polski 25 marca rozpoczęła się od wywieszenia plakatów z wizerunkiem dłoni splecionych przez węża. Bilbordy z takimi plakatami pojawiły się m.in. we Wrocławiu, Gdańsku, Poznaniu, Kaliszu i Olsztynie.


Oczywiście akcja nie musiała długo czekać na reakcję, zwłaszcza we Wrocławiu, gdzie już 4 marca (dzień później) pojawiły się „poprawki” na tychże plakatach. Mówiąc "poprawki" mam na myśli, że słowo "konkubinat" zaklejono słowem "pedofilia". Taka reakcja to  nic w sumie zaskakującego, bo jak podają statystyki co czwarty związek w Polsce to kohabitat, przy czym 90% Polaków to katolicy, a zatem nawet w najlepszym przypadku, to aż 15% katolików w naszym kraju żyje na tzw „kocią łapę” ...i liczba ta wzrasta, bo w 2013 roku zawartych zostało najmniej związków małżeńskich od czasu II wojny światowej (czyli kiepsko jest w tej materii). Należy też dodać, że jednocześnie wiąże się to z kilkuletnim już spadkiem wskaźnika płodności (czyli, że coraz mniej dzieci się rodzi).

Ale cóż w tym dziwnego? Gdzie niby te małżeństwa mają mieszkać? Jak te rodziny mają się utrzymać? (uprzedzę tych „pozytywnie nastawionych do wizji zatrudnienia w Polsce, że obecnie przeciętny pracownik korporacji jest zatrudniony w jednej firmie 3-4 lata, a później znów jest zmuszony poszukiwać nowej pracy) Jak zatem owi potencjalni rodzice mają starać się o dzieci, skoro może się okazać, że za kilka lat będą ledwie w stanie utrzymać rodzinę, a w świetle obecnego prawa wówczas może grozić im odebranie dzieci?

Czy zatem rację ma ks.dr Przemysław Drąg, prezes Ośrodek Duszpasterstwa Rodzin (sic) mówiąc, że: „Wraz z rosnącym stale zjawiskiem konkubinatów pojawia się negatywna konsekwencja w postaci lęku przed odpowiedzialnością za drugą osobę, lęku przed posiadaniem dzieci, przed zaangażowaniem się na poważnie w życie społeczne ?" (cytat zaczerpnięty z artykułu w Newsweek Polska) Może jest właśnie całkowicie odwrotnie, że konkubinat jest pewnego rodzaju okazaniem chęci angażowania się w życie społeczne, formą odpowiedzialności za drugą osobę bez podpisywania dodatkowych papierków? Odpowiedź na te pytania nie jest tak prosta jak można by sądzić, bo przecież każdy z nas jest inny i każdy z nas sam podejmuje decyzje na temat tego, jak żyje i jakim wartościom hołduje. ...no właśnie może to tu jest problem?

Poprawiony plakat akcji

Państwo polskie wyszło naprzeciw kościołowi i  jak wiadomo, dziś można w kościele już zawrzeć związek małżeński, bez konieczności udawania się do urzędu stanu cywilnego... ot podpisuje się wszelkie dokumenty już w kościele. Świetne rozwiązanie, ale wbrew temu co można by pomyśleć, kosztowne, bo ślub kościelny kosztuje średnio 1000 zł wg. powszechnie znanego cennika usług kościelnych tzw. „Co łaska” (zaznaczę iż to, tylko opłata jaką pobiera ksiądz, który to notabene jako „sługa boży” powinien udzielać sakramentów bez jakichkolwiek opłat, ale ja nie o tym). Śmiem twierdzić, że już sam ten fakt, może się nie podobać wielu wierzącym, albo też najzwyczajniej w świecie może ich być nie stać na taką opłatę (obecne minimum płacowe w Polsce to niecałe 1300 zł netto). Oczywiście, aby zawrzeć związek małżeński wystarczy niby pójść od urzędu stanu cywilnego i za niewielką opłatą można było taki związek zawrzeć. ...ale to nadal nie będzie się podobać Kościołowi, bo przecież małżeństwo tak zawarte nadal pozostaje „nielegalnym” w świetle prawa kościelnego (chyba, że otrzymało się dyspensę od władzy kościelnej – jak domniemam również za odpowiednią opłatą).
Jak widać powodów takiej sytuacji może być wiele i co ciekawe, nie da się jednoznacznie określić powodów tej ogólnej mody na „bycie razem, bez ślubu”. Pewne jest jednak, że bardzo wiele czynników może mieć na to wpływ i żadna z instytucji którym mogłoby zależeć na zmianie owego stanu rzeczy, absolutnie nic z tym nie robi. Ja może tak od siebie dodam, że może niech Ośrodek Duszpasterstwa Rodzin zamiast przeznaczać pieniądze na billboardy z plakatami przeznaczy te pieniądze na opłaty dla księży za udzielanie tychże sakramentów, aby młodzi zakochani w sobie ludzie mogli pójść do księdza i wziąć ślub bez zastanawiania się ile będzie ich to kosztować. Szacuję, iż przeznaczono na owe plakaty minimum ćwierć miliona złotych, a zgodnie z ową średnią ceną za sakrament małżeństwa w kościele, daje to opłacenie za minimum 250 ślubów kościelnych. Może nawet i więcej, bo jako organizacja kościelna miałaby szansę na niższą stawkę owego „Co łaska” (dodam, że przy 180 tysiącach małżeństw zawieranych rocznie w naszym kraju, nawet tysiąc opłaconych małżeństw kościelnych byłby odczuwalną statystycznie zmianą). Czyli czego tak na prawdę chciał ów Ośrodek Duszpasterstwa Rodzin? Wspierać zawieranie ślubów kościelnych, czy może po prostu zrobić ładną akcję, powiesić kilka plakatów i jak co roku wykazać, że "coś zrobiliśmy w ramach założeń naszego zrzeszenia". Ale to nie jest wcale odosobnionym przykładem w naszym kraju. To nie pierwszy raz zamiast zamiast wsparcia mamy do czynienia z jakąś formą nacisku. Tak nacisku, bo w tym przypadku tym naciskiem ma być społeczna dezaprobata. Ale czy przypadkiem,  nie jest podobnie w kwestii wsparcia dla rodzin z dziećmi będącymi w trudnej sytuacji finansowej. Zamiast wesprzeć taką rodzinę, w naszym kraju prawnie dąży się do rozwiązania tejże podstawowej jednostki społecznej odbierając takim rodzicom dzieci (...i oddając je rodzinom zastępczym, które to później otrzymują dotacje państwowe [sic!]). Zatem ewidentnie jest tu coś nie tak, prawda?

Chcemy, żeby rodzin było coraz więcej, aby rodziły się nowe dzieci, tymczasem jako państwo nie wspieramy tego procesu w żaden sposób. Jako Polacy statystycznie w zdecydowanej większości jesteśmy katolikami, tymczasem ustanawiamy prawo, które jest sprzeczne z podstawowymi zasadami kościoła wspierania biedniejszych i słabszych, bo jak inaczej nazwać odbieranie dzieci biednym rodzicom? Chcemy być współczesnym krajem należącym do wspólnoty europejskiej, ale prawnie odbiegamy od norm europejskich w wielu sprawach, że nie wspomnę o tolerancji społecznej, i wielu innych kwestiach... i też nic z tym nie robimy. Chcemy, aby nasza gospodarka się rozwijała, tymczasem zamiast wspierać Polaków otwierających działalność gospodarczą, dajemy największe ulgi podatkowe i wszelkie inne zagranicznym inwestorom. 

Polacy może już czas najwyższy, abyśmy się w końcu zdecydowali, czego my w końcu chcemy? I zaczęli do tego dążyć, zamiast marnować energię, czas i środki na wieszanie plakatów, które tak samo przyczynią się do zmiany stanu rzeczy, jak przelewanie z pustego w próżne.

 

*Statystyki o których wspominam dostępne są na stronie Głównego Urzędu Statystycznego, na przykład te: "Podstawowe informacje o rozwoju demograficznym Polski do 2013 roku"

 



© KFK
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci