Menu

KFK

kilka słów do kawy

Podróże

Hel, czyli Mierzeja Helska

lindeczek

Miałem okazję ostatnio z HerBatką okazję być nad polskim morzem. Dokładniej mówiąc na Helu. ...ale nie, że gdzieś tam w połowie Mierzei Helskiej, tylko na samym końcu tego półwyspu. Jest tam pięknie i polecam każdemu kto jeszcze tam nie był zobaczyć to miejsce, bo z pewnością go zauroczy.

Poniżej na zachętę kilka zdjęć, które to właśnie tam zrobiliśmy:
 

Hel, plaża, spacer

Hel, morze, jacht, fale

Hel, Bałtyk, jachty

Hel, Bałtyk, jachty, morze

Hel, Bałtyk, jachty, wzburzone morze

Wiosna 2012 - Galeria zdjęć

lindeczek

Galeria zdjęć wiosna 2012 (Kanada)

Przy kawie, zwłaszcza jesienią lub zimą jednym z przyjemniejszych zajęć jest wspólne oglądanie zdjęć zrobionych wiosną. ..bo, po pierwsze przyjemnie jest przypomnieć sobie ciepłe dni, a po drugie oglądanie zdjęć jest całkiem przyjemnym zajęciem. Dlatego też zaprezentuję tutaj galerię z wiosennych zdjęć zrobionych w Kanadzie (GTA-Ontario).

Poniżej kilka ciekawszych zdjęć z tej serii, a na końcu cała galeria

ślimak w drewnie

Kwiat, czy drzewo

Uwaga kojoty w parku

Jeśli kogoś interesuje jak zrobić, czy też wstawić taką galerię na stronę lub bloga, zapraszam do poczytania porad na: KFKdesign - Web Media Service, gdzie podany jest przepis jak wstawić taką Galerię zdjęć.

Kliknij w zdjęcie, żeby otworzyć galerię w nowym oknieKliknij w zdjęcie, żeby otworzyć galerię (w nowym oknie)
Kliknij w zdjęcie, żeby otworzyć galerię w nowym oknie

 


Toronto zimą

lindeczek


    Wybraliśmy się z Her-Batką na wycieczkę do Toronto. Teoretycznie dość blisko mieszkamy, bo zaledwie jakieś 40 kilometrów od domu do samego hostelu, w którym się zatrzymaliśmy, jednak środkami komunikacji miejskiej cała podróż zajęła nam ponad 2 godziny. Oczywiście muszę dodać, że w trakcie podróży byliśmy zmuszeni czekać ponad pół godziny na jeden z autobusów, jednak to tak czy inaczej zdecydowanie bardzo długo. Samochodem ten dystans można przecież pokonać w niecałą godzinę (no czasem nawet dłużej niż dwie godziny, ale to już kwestia korków). Chcieliśmy jednak jak to my pozwiedzać sobie okolicę, i zobaczyć jak taka podroż wygląda w realiach właśnie komunikacji miejskiej, która poniekąd łączy oba miasta. Jakbym jednak na to nie spojrzał generalnie połączenia, są w tak zręczny sposób dostosowane, że cała podróż to dwie przesiadki: autobus – metro – autobus.

    Miejsce w jakim się zatrzymaliśmy to Hostel Toronto Garden Inn B&B (bed & breakfast), który jest bardzo przytulnie urządzonym i czystym miejscem. Hostel jest w domu w stylu wiktoriańskim i w sumie właściciel zachował odpowiednią równowagę i smak w wystroju. Podróżnik zatrzymujący się w tym hostelu, będąc otoczony meblami, które można spokojnie nazwać antykami, jest jednocześnie miło zaskoczony czystością i świeżością łazienek jak i kuchni.


    Pierwszy wieczór spędziliśmy miło w hostelu. Następnego dnia rano natomiast, zaraz po zjedzeniu śniadania wybraliśmy się na pieszą wędrówkę po centrum (czyli tzw downtown). Celem naszego spaceru była wieża CN Tower, która jest drugim co do wysokości obiektem na świecie. CN Tower ma ponad 500 metrów wysokości i trzeba przyznać, że robi spore wrażenie.  Wrażenie to potęguje zwłaszcza fakt, że wcześniej spaceruje się wśród drapaczy chmur i co chwilkę człowiek patrzy się w górę, a chwilę później (chwilkę, bo windą wjeżdża się na CN Tower w ok. minutę) widzi te same budynki z góry i wówczas wyglądają jak pudełka zapałek, a samo miasto wygląda jak makieta. Niesamowite przeżycia zapewniają takie atrakcje jak szklane elementy podłogi zarówno w windzie jak i na jednym z pieter tarasów widokowych. Przyznać trzeba, że wejście na taką szybę jest dość ekscytującym przeżyciem.


 

    Prosto z wierzy CN Tower wybraliśmy się na typowej kanadyjskiej jadłodajni, której odpowiednikiem w Polsce mogą być co najwyżej bary mleczne, lub niewielkie zajazdy z domowym jedzeniem. Knajpka okazała się maleńka, wąska, z zaparowaną szybą i wyjątkowo zatłoczona. Panowie kucharze w dość nietypowych czapkach kucharzy okrętowych zrobili na Her-Batce olbrzymie wrażenie i bardzo jej się podobało, że całe potrawy były przygotowywane na oczach klienta i co ciekawe były wyjątkowo spore. Jak dla mnie miejsce to wydało się początkowo dość niemiłym, jednak bardzo miła obsługa szybko zgasiła moje poczucie niesmaku. Mówiąc w skrócie jak tylko doszliśmy do jedynego wolnego stolika i zdjęliśmy kurtki od razu podszedł do nas jeden z kucharzy wytarł stół i podał dwie szklanki z wodą. Kiedy już rozsiedliśmy się i czekaliśmy na podanie specjałów rozejrzałem się i dopiero wówczas zauważyłem jakie mieliśmy szczęście. W tym zatłoczonym i zaparowanym miejscu, które to swym wyglądem trochę nawet prosiło o jakiś mały remont, lub odświeżenie było sporo ludzi, którzy wtryniali podane jedzenie, z wielkim smakiem (aż im się uszy trzęsły :]). Jak się okazało z czasem większość z nich była stałymi klientami tego miejsca i zrozumieliśmy to razem z Her-Batką, kiedy tylko dostaliśmy nasze potrawy. Absolutnie miejscowe (więcej na ich temat pewnie napisze sama Her-Batka).

    Mając już pełne brzuchy poszliśmy dalej wędrować. Tym razem w stronę chinatown, gdzie pełno było sklepów, sklepików i sklepiczków zapełnionych najdziwaczniejszymi różnościami, których to przeznaczenie czasem trudno było nam sobie wyobrazić, a niektórych (przynajmniej jak dla mnie) nadal stanowi wielką zagadkę (zwłaszcza przypraw). Idąc przez miasto trudno było nie zauważyć sporej ilości graffiti i murali, które co ciekawe były umieszczane na bocznych uliczkach i wiele z nich było naprawdę imponujących. Z chinatown mieliśmy się wybrać w kierunku Uniwersytetu Toronto, i zasadniczo nawet tak zrobiliśmy, jednak bardziej w kierunku hostelu, ponieważ Her-Batka zapełniła swoją torbę i jeszcze jedną mieliśmy w ręce, więc celem ulżenia własnym rękom zmuszeni byliśmy odnieść zakupy. Po drodze jednak mieliśmy Ontario College of Art & Design, który mieści się w jednym z ciekawszych budynków na świecie. Co zresztą trzeba zobaczyć, ponieważ robi olbrzymie wrażenie.

    Tak też powoli dotarliśmy do hostelu, gdzie zdaliśmy sobie sprawę z tego, że jednak przemarzliśmy. Niby temperatura minus dwóch stopni jest jak na warunki tutejszej zimy dość łagodną, to jednak nadal jest to temperatura poniżej zera i spacerowanie w takim chłodzie jest męczącym doświadczeniem. Dlatego też usiedliśmy sobie z Her-Batką przy drinku i umilaliśmy sobie czas rozmową.

Jeśli ktoś jest zainteresowany to więcej zdjęć z tej wycieczki, można zobaczyć - TUTAJ

    Muszę przyznać, że może i wycieczka zimą w Kanadzie nie brzmi zbyt zachęcająco, to jednak zdecydowanie bardziej ukazuje w jaki sposób ludzie żyją w tym kraju, który ma jednak dość zimowy klimat. Dopiero kiedy człowiek pospaceruje tutaj kilka godzin, może próbować rozumieć z jakimi trudnościami zmagali się tu kiedyś osadnicy i jak wiele zrobili. Nawet kiedy widzi się Kanadyjską architekturę można dostrzec w niej tę dawkę przekory i chęci udowodnienia własnej wartości jaką poniekąd nasiąkł chyba każdy Amerykanin. To tak jak nam Polakom trudno zacząć wierzyć w siebie i własną wartość (o wartości narodu nie wspominając), tak amerykanie na wszelki sposób starają się dowieść własnej wartości. …ale przecież ta akurat cecha zasadniczo pozytywna, choć potrafi rozwinąć się w bardzo negatywny sposób jest jednak cechą dość wspólną dla naszej epoki, bo chyba wszyscy staramy się, ba wręcz jesteśmy zmuszani do udowadniania własnej wartości w oczach innych (pracodawców, nauczycieli, znajomym, a czasem nawet i rodziny).

 

Jet Lag syndrome

lindeczek

    Jet lag syndrome, czyli zespół nagłej zmiany czasowej to dość nieprzyjemna przypadłość na jaką mogą cierpieć osoby często lub daleko podróżujące. Do objawów tego syndromu (podanych na Wikii) należą: zaburzenia snu, niemożność skupienia uwagi, krańcowe zmęczenie, zaburzenia apetytu i zaburzenia żołądkowo-jelitowe, złe samopoczucie, dezorientacja, senność, ból głowy. Mówiąc w skrócie taka osoba czuje się raczej wyjątkowo niemiło. Potrafi to skutecznie przeszkodzić zarówno w właściwym wykonywaniu obowiązków zawodowych w pracy, jak również (a nawet chyba zwłaszcza) w odpoczynku na urlopie.
    Piszę o tym, ponieważ tym razem przeszedłem go dość łagodnie i mój organizm po niecałym tygodniu przyzwyczaił się do strefy czasowej środkowo wschodniej Kanady po przylocie z Polski. Zdarza się jeszcze, że tutejszym popołudniem (Kanadyjskiego czasu), czyli późnym wieczorem (Polskiego czasu) czuję lekkie zmęczenie i senność. Bardzo tego nie lubię. Zwłaszcza, kiedy rozmawiam z kimś z Polski i słyszę (lub widzę) jak mój rozmówca zaczyna ziewać, a ja mam w sumie wczesne popołudnie. Wówczas jeszcze bardziej chce mi się spać. Całe szczęście, że to mija po chwili. 
    Syndrom ten jest dość nieprzyjemny, ze względu na brak łaknienia, bezsenność i nadpobudliwość (wynikającą z dyskomfortu i  odczucia zmęczenia), a każdy z tych objawów miałem okazję odczuć podczas swojej pierwszej podróży do Ameryki Północnej. Kiedy to przechodziłem go przez prawie miesiąc i to chyba tylko i wyłącznie z powodu własnej niewiedzy w tym temacie. Byłem wówczas kompletnie nie przygotowany na takie zachowanie się swojego organizmu. 
    Uprzedzam wszystkich podróżników, którzy będą podróżować przekraczając kilka stref czasowych, że jedną z najważniejszych zasad jest możliwie najszybciej zastosować się do cyklu dobowego w danej strefie czasowej w jakiej się znajdą (najlepiej już z chwilą wejścia do samolotu). Czasem lepiej jest się przemęczyć kilka godzin i położyć się spać później, choćby tylko po to, aby pozbyć się tego syndromu możliwie najszybciej. Zapewniam, że jest to skuteczna metoda. Trudniej jest kiedy podróżuje się we wschodnią stronę globu, bo wówczas często dochodzi do utraty jednej nocy. Wówczas najlepiej zdrzemnąć się choć kilka godzin podczas podróży, aby być wyspanym kiedy już dotrze się do celu. Należy również pamiętać o jednej z najważniejszych zasad, czyli o tym, że należy spożywać odpowiednio dużo płynów (co jest bardzo ważne).
   Jest kilka różnych metod, które pomagają zniwelować lub wręcz całkiem usunąć syndrom Jet lag. Jednak co najważniejsze to unikać alkoholu i kawy zwłaszcza podczas podróży, jak i dzień wcześniej. Czasem pomocne jest stosowanie melatoniny (czyli tzw hormonu snu). Ponieważ podczas zmian stref czasowych dochodzi do zaburzenia dobowego rytmu jego wydzielania i czasem nawet pojedyncza dawka potrafi wyregulować taką dysfunkcję. W konsekwencji uchronić przed problemem z bezsennością.
    Kończąc przedstawię jeden z wielu filmów instruujących jak uniknąć Jet lag (film jest w języku angielskim):


© KFK
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci