Menu

KFK

kilka słów do kawy

Wpisy otagowane : toronto

Zaćmienie Księżyca (zdjęcia)

lindeczek

Miałem okazję obserwować zaćmienie Księżyca w Kanadzie. Niestety pogoda niezbyt dopisała, bo większość tego widowiska zasłoniły wyjątkowo gęste chmury. Jednak, jak się okazało coś tam udało się zobaczyć. Poniżej zdjęcia jakie zrobiłem i przyznam się, że choć wytrwale polowałem na Księżyc prześwitujący zza chmur to jednak robienie zdjęć w takich warunkach było dość kłopotliwe. Wspaniale wyglądał czerwony wielki Księżyc z pierwszymi promieniami słońca wyłaniającymi się zza naszego globu. ...ale co ja gadam to trzeba zobaczyć. 

Zaćmienie księżyca 28.09.2015 (fot.: Mariusz Łokietek)

 

Zaćmienie księżyca 28.09.2015 (fot.: Mariusz Łokietek)

 

Zaćmienie księżyca 28.09.2015 (fot.: Mariusz Łokietek)

 

Zaćmienie księżyca 28.09.2015 (fot.: Mariusz Łokietek)

 

Zaćmienie księżyca 28.09.2015 (fot.: Mariusz Łokietek)

 

Zaćmienie księżyca 28.09.2015 (fot.: Mariusz Łokietek)

 

Zaćmienie księżyca 28.09.2015 (fot.: Mariusz Łokietek)

 

Zaćmienie księżyca 28.09.2015 (fot.: Mariusz Łokietek)

 

Zaćmienie księżyca 28.09.2015 (fot.: Mariusz Łokietek)

 

Zaćmienie księżyca 28.09.2015 (fot.: Mariusz Łokietek)

 

Zaćmienie księżyca 28.09.2015 (fot.: Mariusz Łokietek)

 

Zaćmienie księżyca 28.09.2015 (fot.: Mariusz Łokietek)

 

Zaćmienie księżyca 28.09.2015 (fot.: Mariusz Łokietek)

 

Zaćmienie księżyca 28.09.2015 (fot.: Mariusz Łokietek)

 

 

Wiosna 2012 - Galeria zdjęć

lindeczek

Galeria zdjęć wiosna 2012 (Kanada)

Przy kawie, zwłaszcza jesienią lub zimą jednym z przyjemniejszych zajęć jest wspólne oglądanie zdjęć zrobionych wiosną. ..bo, po pierwsze przyjemnie jest przypomnieć sobie ciepłe dni, a po drugie oglądanie zdjęć jest całkiem przyjemnym zajęciem. Dlatego też zaprezentuję tutaj galerię z wiosennych zdjęć zrobionych w Kanadzie (GTA-Ontario).

Poniżej kilka ciekawszych zdjęć z tej serii, a na końcu cała galeria

ślimak w drewnie

Kwiat, czy drzewo

Uwaga kojoty w parku

Jeśli kogoś interesuje jak zrobić, czy też wstawić taką galerię na stronę lub bloga, zapraszam do poczytania porad na: KFKdesign - Web Media Service, gdzie podany jest przepis jak wstawić taką Galerię zdjęć.

Kliknij w zdjęcie, żeby otworzyć galerię w nowym oknieKliknij w zdjęcie, żeby otworzyć galerię (w nowym oknie)
Kliknij w zdjęcie, żeby otworzyć galerię w nowym oknie

 


...mam męża

lindeczek


Sytuacja z życia wzięta, dokładniej zasłyszana dziś podczas zakupów.

W sklepie spotykają się dwie kobiety.

- Cześć
- Ooo, witam. Pewnie pracujesz?
- Nie, od tego mam męża.

Toronto zimą

lindeczek


    Wybraliśmy się z Her-Batką na wycieczkę do Toronto. Teoretycznie dość blisko mieszkamy, bo zaledwie jakieś 40 kilometrów od domu do samego hostelu, w którym się zatrzymaliśmy, jednak środkami komunikacji miejskiej cała podróż zajęła nam ponad 2 godziny. Oczywiście muszę dodać, że w trakcie podróży byliśmy zmuszeni czekać ponad pół godziny na jeden z autobusów, jednak to tak czy inaczej zdecydowanie bardzo długo. Samochodem ten dystans można przecież pokonać w niecałą godzinę (no czasem nawet dłużej niż dwie godziny, ale to już kwestia korków). Chcieliśmy jednak jak to my pozwiedzać sobie okolicę, i zobaczyć jak taka podroż wygląda w realiach właśnie komunikacji miejskiej, która poniekąd łączy oba miasta. Jakbym jednak na to nie spojrzał generalnie połączenia, są w tak zręczny sposób dostosowane, że cała podróż to dwie przesiadki: autobus – metro – autobus.

    Miejsce w jakim się zatrzymaliśmy to Hostel Toronto Garden Inn B&B (bed & breakfast), który jest bardzo przytulnie urządzonym i czystym miejscem. Hostel jest w domu w stylu wiktoriańskim i w sumie właściciel zachował odpowiednią równowagę i smak w wystroju. Podróżnik zatrzymujący się w tym hostelu, będąc otoczony meblami, które można spokojnie nazwać antykami, jest jednocześnie miło zaskoczony czystością i świeżością łazienek jak i kuchni.


    Pierwszy wieczór spędziliśmy miło w hostelu. Następnego dnia rano natomiast, zaraz po zjedzeniu śniadania wybraliśmy się na pieszą wędrówkę po centrum (czyli tzw downtown). Celem naszego spaceru była wieża CN Tower, która jest drugim co do wysokości obiektem na świecie. CN Tower ma ponad 500 metrów wysokości i trzeba przyznać, że robi spore wrażenie.  Wrażenie to potęguje zwłaszcza fakt, że wcześniej spaceruje się wśród drapaczy chmur i co chwilkę człowiek patrzy się w górę, a chwilę później (chwilkę, bo windą wjeżdża się na CN Tower w ok. minutę) widzi te same budynki z góry i wówczas wyglądają jak pudełka zapałek, a samo miasto wygląda jak makieta. Niesamowite przeżycia zapewniają takie atrakcje jak szklane elementy podłogi zarówno w windzie jak i na jednym z pieter tarasów widokowych. Przyznać trzeba, że wejście na taką szybę jest dość ekscytującym przeżyciem.


 

    Prosto z wierzy CN Tower wybraliśmy się na typowej kanadyjskiej jadłodajni, której odpowiednikiem w Polsce mogą być co najwyżej bary mleczne, lub niewielkie zajazdy z domowym jedzeniem. Knajpka okazała się maleńka, wąska, z zaparowaną szybą i wyjątkowo zatłoczona. Panowie kucharze w dość nietypowych czapkach kucharzy okrętowych zrobili na Her-Batce olbrzymie wrażenie i bardzo jej się podobało, że całe potrawy były przygotowywane na oczach klienta i co ciekawe były wyjątkowo spore. Jak dla mnie miejsce to wydało się początkowo dość niemiłym, jednak bardzo miła obsługa szybko zgasiła moje poczucie niesmaku. Mówiąc w skrócie jak tylko doszliśmy do jedynego wolnego stolika i zdjęliśmy kurtki od razu podszedł do nas jeden z kucharzy wytarł stół i podał dwie szklanki z wodą. Kiedy już rozsiedliśmy się i czekaliśmy na podanie specjałów rozejrzałem się i dopiero wówczas zauważyłem jakie mieliśmy szczęście. W tym zatłoczonym i zaparowanym miejscu, które to swym wyglądem trochę nawet prosiło o jakiś mały remont, lub odświeżenie było sporo ludzi, którzy wtryniali podane jedzenie, z wielkim smakiem (aż im się uszy trzęsły :]). Jak się okazało z czasem większość z nich była stałymi klientami tego miejsca i zrozumieliśmy to razem z Her-Batką, kiedy tylko dostaliśmy nasze potrawy. Absolutnie miejscowe (więcej na ich temat pewnie napisze sama Her-Batka).

    Mając już pełne brzuchy poszliśmy dalej wędrować. Tym razem w stronę chinatown, gdzie pełno było sklepów, sklepików i sklepiczków zapełnionych najdziwaczniejszymi różnościami, których to przeznaczenie czasem trudno było nam sobie wyobrazić, a niektórych (przynajmniej jak dla mnie) nadal stanowi wielką zagadkę (zwłaszcza przypraw). Idąc przez miasto trudno było nie zauważyć sporej ilości graffiti i murali, które co ciekawe były umieszczane na bocznych uliczkach i wiele z nich było naprawdę imponujących. Z chinatown mieliśmy się wybrać w kierunku Uniwersytetu Toronto, i zasadniczo nawet tak zrobiliśmy, jednak bardziej w kierunku hostelu, ponieważ Her-Batka zapełniła swoją torbę i jeszcze jedną mieliśmy w ręce, więc celem ulżenia własnym rękom zmuszeni byliśmy odnieść zakupy. Po drodze jednak mieliśmy Ontario College of Art & Design, który mieści się w jednym z ciekawszych budynków na świecie. Co zresztą trzeba zobaczyć, ponieważ robi olbrzymie wrażenie.

    Tak też powoli dotarliśmy do hostelu, gdzie zdaliśmy sobie sprawę z tego, że jednak przemarzliśmy. Niby temperatura minus dwóch stopni jest jak na warunki tutejszej zimy dość łagodną, to jednak nadal jest to temperatura poniżej zera i spacerowanie w takim chłodzie jest męczącym doświadczeniem. Dlatego też usiedliśmy sobie z Her-Batką przy drinku i umilaliśmy sobie czas rozmową.

Jeśli ktoś jest zainteresowany to więcej zdjęć z tej wycieczki, można zobaczyć - TUTAJ

    Muszę przyznać, że może i wycieczka zimą w Kanadzie nie brzmi zbyt zachęcająco, to jednak zdecydowanie bardziej ukazuje w jaki sposób ludzie żyją w tym kraju, który ma jednak dość zimowy klimat. Dopiero kiedy człowiek pospaceruje tutaj kilka godzin, może próbować rozumieć z jakimi trudnościami zmagali się tu kiedyś osadnicy i jak wiele zrobili. Nawet kiedy widzi się Kanadyjską architekturę można dostrzec w niej tę dawkę przekory i chęci udowodnienia własnej wartości jaką poniekąd nasiąkł chyba każdy Amerykanin. To tak jak nam Polakom trudno zacząć wierzyć w siebie i własną wartość (o wartości narodu nie wspominając), tak amerykanie na wszelki sposób starają się dowieść własnej wartości. …ale przecież ta akurat cecha zasadniczo pozytywna, choć potrafi rozwinąć się w bardzo negatywny sposób jest jednak cechą dość wspólną dla naszej epoki, bo chyba wszyscy staramy się, ba wręcz jesteśmy zmuszani do udowadniania własnej wartości w oczach innych (pracodawców, nauczycieli, znajomym, a czasem nawet i rodziny).

 

Thanksgiving

lindeczek

    Dziś, czyli w drugi poniedziałek października Kanadyjczycy obchodzą święto „dziękowania” czyli Thanksgiving Day. Święto zasadniczo dla europejczyka dość abstrakcyjne. Zasadniczo od 2008 roku Polska ma również swoje święto dziękczynienia, a ustanowił je abp. Kazimierz Nycz i nazwał Dniem Dziękczynienia. Śmieszne to dość, bo żeby arcybiskup ustanawiał święto tak wysoce odbiegające od kultury katolickiej. …ale postaram się wyjaśnić po kolei, cóż to takiego mam na myśli.
    Większość ludzi zna historię tego święta w Stanach Ameryki Północnej (USA). Mam tu na myśli historię o tym jak to osadnicy świętowali obfite zbiory wraz z Indianami jednocześnie dziękując im za pomoc w przetrwaniu pierwszej zimy. Ponieważ tak naprawdę to tylko dzięki ich pomocy owi osadnicy przeżyli (inaczej wymarliby z głodu i chorób i kto wie co wówczas byłoby dziś z Ameryką Północną). Taką również historię można przeczytać na Wikipedii pod hasłem Dzień Dziękczynienia. Oczywiście historia jest prawdziwa, jednak samo Święto Dziękczynienia w Ameryce Północnej było obchodzone znacznie wcześniej nim europejczycy odkryli ten kontynent. Zgodnie z tradycją wiele kultur tubylczych składało dziękczynienie podczas jesiennych zbiorów, np. w kulturze Haudenosaunee (Irokezi). Co prawda święto to nazywali całkiem inaczej i forma dziękczynienia jest jedynie "...modlitwą ku czci "trzech sióstr" (fasola, kukurydza i dynia)..." jednak to tubylcy w Ameryce Północnej obchodzili to święto jako pierwsi. Tak ma się ta historia i jak widać ogólne przeświadczenie daleko odbiega od prawdy.
    Jednak jak sprawa ma się w Polsce, czy może przypadkiem historia nie wspomina o modłach i dziękczynieniu za zbiory? Czyżby zatem Dzień Dziękczynienia ustanowiony przez abp Kazimierza Nycza, był swego rodzaju „powrotem do korzeni”? Ale na spokojnie sobie o tym pomyślmy, bo podburzać tutaj nie mam zamiaru.  …ba wręcz powiem więcej Dzień Dziękczynienia zasadniczo ma bardzo słuszne założenia, bo właściwym jest przypomnieć w ten sposób Polakom, że czasem dobrze jest powiedzieć DZIĘKUJĘ. Tymczasem Polacy w kółko marudzą i narzekają. Choć i racja, że mają po temu powody, ale… to tylko takie malutkie słowo – dziękuję, a jak bardzo miłe, prawda?
    Pomijając zatem co, kto, dlaczego i czy słusznie… powiem tylko, że to bardzo dobrze przypomnieć sobie o tym słowie. Choć dodam też, że powinien być również Dzień Przepraszania i jeśli ktoś kiedyś takie święto ustanowi to wówczas my Polacy (jak i inne uciskane historycznie narody i nacje) będziemy mogli sobie pozwolić na …dziękowanie :)

© KFK
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci