Menu

KFK

kilka słów do kawy

Wpisy otagowane : opowiadania

Zaczątek raju

lindeczek

Siedzieli w kuchni pijąc poranną kawę i słuchając muzyki w radiu. Na stole stały jeszcze talerze po śniadaniu . Za oknem było biało od śniegu, jak to w grudniu. Słysząc w radiu datę przypomniał sobie, że jutro ma być 21 grudnia 2012 roku i, że wielu ludzi przepowiadało na ten dzień koniec świata. Samanta, jego żona nie wierzyła  w to, że nagle miałoby dojść do jakiegoś armagedonu. Mało tego ona nie tolerowała słuchania jakichkolwiek opowieści na ten temat i uciekała od dyskusji w tej sprawie. Akceptował to, bo w pewnym stopniu jego samego denerwowało słuchanie bajek o tym, że stanie się to, albo tamto. Miał ścisły umysł i interesowały go tylko naukowe teorie, choć tak na prawdę miał swoją własną teorię na temat tego,  co może się stać jutrzejszego dnia. Kiedyś próbował jej wytłumaczyć swoją teorię, ale jej reakcja skutecznie odwiodła go od kolejnych prób rozmowy z nią na ten temat. Od tamtego czasu chował się przed swoją żoną z wszelkimi obawami związanymi z końcem świata. Ryszard wstydził się zarówno swoich obaw, jak i tego, że bał się porozmawiać o tym z własną żoną.
- Co jest skarbie? – zapytała Samanta.
-Nic, a co?
- Masz jakąś taką dziwną minę, jakby coś się stało.
- ...a po prostu się zamyśliłem.
- Nad czym? – dopytywała Samanta.
- Nad.... myślałem o obiedzie. – odparł po chwili Ryszard. W tym samym czasie redaktor w radiu zażartował: „Dziś jest doskonały dzień na zrobienie najważniejszych rzeczy, albo na jakąś ekstra imprezę, bo przecież jutro będzie Koniec świata....” po czym zaczął przypominać o jakimś koncercie z tej okazji. Ryszard pomyślał, że świat i tak już poniekąd się skończył, a z pewnością dostał datę ważności, bo to przecież ludzie sami go zniszczyli. Patrzył za okno i cieszył się z tego, że śnieg przykrył te wszędobylskie śmieci. Przypomniał sobie, że będąc dzieckiem uczono go, że jeśli gdzieś na trawniku, albo chodniku leży jakiś woreczek, torebka albo papierek po cukierku to trzeba go  podnieść i wyrzucić do kosza. Dziś rzadko kiedy ma okazję zobaczyć jakiś trawnik, albo chodnik bez takiego walającego się śmiecia. 
- Jak myślisz, coś się jutro wydarzy? – zapytała Samanta i Ryszard od razu wiedział co ma na myśli, ale trudno było mu uwierzyć, że sama zaczęła ten temat.
- ...a co niby ma się wydarzyć? – odparował Ryszard.
- Przecież wiesz o czym mówię.
- ...chodzi ci o koniec świata? O te wszystkie przepowiednie? – zapytał patrząc na Samantę, a ona tylko pokiwała głową i odwróciła wzrok w kierunku zaśnierzonego krajobrazu. – Wiesz Sam, trudno powiedzieć. Ale moim zdaniem większość z tych przepowiedni to jedna wielka bzdura. Choć faktycznie jutrzejszy dzień jest dość wyjątkowym, bo przecież dojdzie do zrównania wszystkich planet w układzie słonecznym, a w naszym położeniu... no cóż to może mieć pewien wpływ na naszą planetę. Czyżbyś się obawiała? – powiedział starannie dobierając słowa. 
- Nie, no co ty? ...chociaż może trochę. Widzisz wszyscy tak o tym mówią i mnie trochę to przerażało, ale skoro to ma być jutro, to może jednak warto się choć trochę zainteresować tym... tym wszystkim. – odpowiadziała Samanta i spojrzała na Ryszarda.Ryszard patrzył uważnie na Samantę i dopiero teraz dostrzegł w jej spojrzeniu jak bardzo sie bała. Rozbawiło go, że nigdy wcześniej nie wpadł na to, że Samanta unikała tego tematu, bo najzwyczajniej w świecie się bała. Westchnął i chwycił swoją żonę za rękę. Już chciał zacząć zdanie, ale Samanta uprzedziła go.
- To nie jest tak, że mnie to nic nie obchodzi. Ja trochę się tego boję i nie wiem co mogłabym zrobić. To chyba mnie trochę przerasta, przez to czuję się taka mała. Tak mało ważna. Mniejsza niż mrówka. Jak takie nic. ...i przecież skoro nie wiemy co się stanie, to jak mamy się do tego przygotować, jak się uchronić? To sam chyba rozumiesz, że bez sensu byłoby rozmawianie na ten temat, skoro nic się nie wie na pewno, to tym bardziej jak można prowadzić rozsądną rozmowę na ten temat. Ale widzisz ja na prawdę trochę się obawiam jutrzejszego dnia. Czuję się tak jakby wszystko miało się skończyć. To mnie przeraża... – perorowała Samanta, a Ryszard wiedział, że jeśli jej nie przerwie to ona się zaraz rozpłacze.
- Momencik kochana, posłuchaj. To nie do końca jest tak jak myślisz. Nawet jeśli skończy się to co znamy to zacznie się coś nowego...
- No właśnie, ale czy my nadal bedziemy? Czy przeżyjemy ten armagedon? – przerwała mu prawie krzycząc.
- Kochana, widzisz może ty się nie interesowałaś tym tematem, ale ja troszkę sprawdziłem tu i tam. Mogę Cię zapewnić, że jesteśmy w najbezpieczniejszym miejscu na ziemi. ...przynajmniej tak twierdzą "jasnowidze" – dokończył z uśmiechem.
- Jak to? – zapytała już spokojnie Samanta widząc rozradowaną twarz swojego męża, który z rozbawieniem odpowiedział.
- Normalnie, ponoć cały ten koniec świata ma przetrwać jedynie cześć naszego kraju. Najbezpieczniej ma być właśnie w obrębie trzystu kilometrów od nas. Wiem, samemu  w to nie wierzę specjalnie, ale doszedłem do wniosku, że przezorny ubezpieczony i to dlatego tak nalegałem, żebyśmy się tu sprowadzili. Nie chciałem ci nic mówić, bo ty nie nie chciałaś w ogóle na ten temat rozmawiać, więc po prostu starałem się jak mogłem. ...bo widzisz, chociaż nie wierzę raczej w te wszystkie przepowiednie to wyszedłem z założenia, że nic nie zaszkodzi być przygotowanym. Ale uwierz mi, jutro będzie dzień jak co dzień, no może bedzie więcej pijanych ludzi jak na zwykły czwartek przystało. Później będzie piątek, weekend ...i wszystko wróci do normy. Ludzie znów zaczną żyć normalnie. Na prawdę nie masz się czego obawiać. Wszystko będzie dobrze. – dodał i wstał, żeby stanąć za nią i przytulić ją. Oboje spojrzeli za okno, gdzie z wolna zaczął padać śnieg.
- To jak? Idziemy do pracy, czy zostajemy w domu? – zapytał Ryszard
- Sama już nie wiem. U mnie dzisiaj mało kto w ogóle będzie. Mnóstwo ludzi wzięło wolne do końca tygodnia.
- Hehe... – zaśmiał się Ryszard – To tak jak w mojej firmie. Podejrzewam, że nawet jeśli zostanę w domu to mało kto zauważy, że nie przyszedłem do pracy. To jak robimy? – upewniał się.
- Wiesz, może podejdziemy do pracy i po godzinie postaramy się zwolnić. Może spotkamy się na mieście i pójdziemy na zakupy, co? – zaproponowała Samanta, już zauważalnie weselszym głosem.
- Świetny pomysł. Tak zrobimy. Przyjadę po ciebie i pojedziemy do tego nowego centrum handlowego i obejrzymy meble, bo przecież już dawno chcieliśmy kupić nowe. Zjemy sobie coś w restauracji, co ty na to?
- Dobrze. – powiedziała Samanta i wstając przytuliła się do męża. 
Po kilku minutach wyszli razem z domu i jak każdego dnia Ryszard odwiózł swoją żonę do pracy, a później pojechał do.... lasu.

fragment opowiadania "Zaczątek raju" autor: Mariusz Łokietek

Cranach Lucas - Adam i Ewa w raju
Cranach Lucas - "Adam i Ewa w raju"


Samochody przyszłości ...czyli bajka

lindeczek

    Dziadek siedział na fotelu i razem z wnuczkiem oglądali jakieś filmy historyczne., Tato specjalnie dlatego postawił tutaj ten olbrzymi fotel, bo Maluch uwielbiał siedzieć i czytać z dziadkiem gazetę. Dziadek opowiadał mu wówczas niestworzone historie o tym jak to kiedyś samochody jeździły na kołach, albo jak to ludzie próbowali fruwać dorabiając sobie skrzydła.
- Dziś zobaczysz jak wyglądały pierwsze statki. Choć mówili, że nie powstaną i nazwaliśmy je - „latające samochody”. Zobacz – mówił dziadek, pokazując zdjęcia – To tutaj, to jest Audi Shark.



Audi Shark


To natomiast kolejne Audi Calamaro


Oczywiście w tamtych czasach sporo powstało takich projektów. Każda Kampania musiała mieć swój własny projekt. Ale chciałem Ci o takich starszych autach opowiedzieć, więc zobacz tutaj jest Mercedes A


- Ładny, prawda? – zapytał dziadek.
- Całkiem, całkiem – odparł wnuczek
- …i jeszcze na kołach, choć dostęp do Facebooka już miał.Ale jak widzę, to ty już masz ochotę iść pobiegać z kolegami, bo tak coś się wiercisz. To idź. Idź.
– dodał dziadek na zachętę.
- Opowiem o tym kolegom – powiedział wnuczek i wybiegł z pokoju. Dziadek wiedział, że maluch zaraz z nimi wróci, żeby pochwalić się tym, co przed chwilą zobaczył.  

Wystąpili:
Dziadek
Wnuczek
Audi Shark
Audi Calamaro
Mercedes Concept A-Classe

Zainspirował:
Car body design - 25 Futuristic Concept Cars that will never hit the road


Cyrk (3)

lindeczek

Jest to kontynuacja cyklu "Cyrk". Przeczytaj poprzednie części: pierwszą i drugą.

.
..
...
    Kiedy widownia zaczęła wchodzić na opustoszałą przed sekundą arenę, zza kulis wypadł Corno wraz z konferansjerem.
- Oto nowy mistrz siłaczo-magików i zarazem nowy Directorro cyrku „Porzeczy” – krzyknął konferansjer z całych sił i unosząc rękę, dodał – Pozwólmy się mu wypowiedzieć. Przecież wszyscy chcemy się dowiedzieć co się stało z poprzednim Directorro i całą jego świtą.
- Niech mówi – padł krzyk z tłumu. Tłumu, który znieruchomiał przed tak mocarnym siłaczo-magikiem jakim był Corno.
- Niech mówi – rozeszło się niczym echem poparcie wypowiedziane przez tysiące gardeł.
    Cisza zapadała powoli i Corno spokojnie jej wyczekiwał. Stojąc nieruchomo obok konferansjera, który nerwowo dreptał z nogi na nogę. Kiedy już można było usłyszeć muchy bzyczące pod kopułą namiotu, nowy Directorro zrobił stanowczy krok przed siebie, przysunął sobie podest i stanął na nim.
- Szanowne panie i szanowni panowie. Widownio. Wszyscy zapewne już wiemy, że poprzedni Directorro zginął podczas wycieczki do zaprzyjaźnionego cyrku….
- Tego tam… - wtrącił konferansjer i pokazując machnął ręką.
- Tak… no właśnie. Musimy się dowiedzieć jak doszło do tego straszliwego wypadku, który wstrząsnął nami wszystkimi. Ja osobiście obiecuję, że dołożę wszelkich starań, aby być równie dobrym Directorro jak mój poprzednik i przez wzgląd na niego będziemy się wszyscy starać wyjaśnić tę sprawę. Dziękuję wam i bardzo proszę o wrócenie na swoje miejsca, abyśmy mogli wznowić nasz wspaniały spektakl– po tych słowach zamilkł. Zgiął się w pół i natężył z całych sił po czym szybko się wyprostował jednocześnie mrucząc pod nosem magiczną formułę. Zaklęcie to uniosło wszystkich widzów lekko na ziemię i szybko, ale jednocześnie delikatnie posadziło ich na ławkach widowni. Wśród zszokowanej widowni rozległ się cichy szmer zdziwienia przemieszanego z lękiem. Tylko pewien mały chłopczyk wesoło zawołał.
- Ale fajne, ja chcę tak jeszcze raz. – ale jego matka szybko go uciszyła tuląc do siebie i każąc mu być cicho.
    Po tym wyczynie Corno zszedł z areny ociężałym krokiem, zostawiając konferansjera sam na sam z widownią. Konferansjer przebrany za postać z bajek Disneya, z rozdziawionymi zaskoczeniem ustami i wybałuszonymi zdziwieniem oczami wyglądał wyjątkowo komicznie. Zwłaszcza w chwili, kiedy zza jego pleców na arenę wkraczali kolejni artyści kontynuując swój występ. W trakcie całego przestawienia na dole telebimu wyświetlany był pasek z informacjami na temat tego jak postępują prace w sprawie wyjaśnienia śmierci poprzedniego Directorro. Wszystko już prawie wróciło do normy. Krzyż został zdjęty z areny, posprzątano po walce i całe przedstawienie wróciło do normy. Kiedy cichutko przemówił konferansjer stojący obok orkiestry. Było to tuż przed antraktem.
- Miłe panie, mili panowie. Wzrosły nam koszty spektaklu i będziecie państwo obarczeni dodatkowymi opłatami, wszelkie napoje, słodycze i jedzenie podrożeją. Jesteśmy przekonani, że państwo to zrozumiecie. – po czym szybko schował się za orkiestrę i wycofywał za kurtynę.
    Mało kto zwrócił uwagę na tych kilka zdań wypowiedzianych tak cicho. Ci natomiast którzy je usłyszeli, mówili o tym z początku niewiele i nawet kiedy mówili mało kto chciał ich słuchać. Powtarzali, że przecież w świetle poprzednich wydarzeń taka podwyżka to nic wielkiego. Jednak w trakcie antraktu, kiedy zgłodniali chcieli coś zjeść zdziwili się, że ta podwyżka okazała się tak olbrzymią. Ludzie trochę narzekali, jednak nadal głównym tematem rozmów było wyjaśnienie śmierci tragicznie zmarłego Directorro. Dlatego też zaraz po powrocie do namiotu wszyscy zaglądali na ekran wyczekując nowych wiadomości, jednak ekran jak i cała arena świecił pustkami. Dopiero kiedy wszyscy widzowie wrócili na swoje miejsca światła na widowni zaczęły przygasać, rozległy się fanfary i na arenę zaczęli wychodzić artyści. Za nimi wyszedł konferansjer, mówiąc głośno i pewnym siebie głosem.
- Szanowni państwo, dostaliśmy informację, którą zaraz będziecie mogli przeczytać na ekranie telebimu. Pozwólcie jednak, że najpierw ja oznajmię wam tę nowinę. – w tym momencie ekran telebimu błysnął tak jaskrawym światłem, że prawie wszyscy przymrużyli oczy. - Panie i panowie mamy nowy akt naszego spektaklu. Nasze show w tym momencie zwykle nabiera tempa i rozmachu. Dziś jednak wyjątkowo akt ten rozpoczniemy informacjami, które otrzymaliśmy z zaprzyjaźnionego cyrku. Informacje te wyjaśniają przyczynę tragicznej śmierci naszych wielkich ludzi naszej społeczności, naszych przyjaciół. Obejrzyjmy, zatem wszyscy co chcą nam powiedzieć nasi koledzy artyści. – Mówiąc to wskazywał ręką na ekran telebimu, odwracając się do niego znacząco.
    Oczy wszystkich na widowni zwróciły się na ekran. Rozpoczęła się projekcja. Pokazano olbrzymie ilości dokumentów jakie w tej sprawie sporządzono, zaprezentowano krótki film wyjaśniający jak doszło do tej wielkiej tragedii. Padły też słowa, że ten, albo tamten był „pod wpływem”. Wszyscy oglądali ten materiał z wielkim zaciekawieniem i kiedy film się skończył zapadła cisza tak gęsta, że nawet muchy były cicho, bo pewnie bały się mącić ją swoim bzyczeniem. Wówczas to znów odezwało się dziecko, które kompletnie nic z tego co zmuszone było oglądać nie rozumiało.  Wiedziało jednak, że to bardzo ważne co przed chwilą widziało, bo oboje rodziców miało dziwne miny.
- Tato o czym jest ta bajka? – zapytało chcąc zaspokoić swoją ciekawość. Najbliżej siedzący widzowie spojrzeli na ojca, który już zaczął odpowiadać dziecku, kiedy na arenie zawrzało od głosów. Wszyscy artyści mówili, każdy wypowiadał swoje zdanie na temat całego zdarzenia i filmu jaki zobaczyli. Z każdą sekundą przybywało ich i na scenie zrobiło się tłoczno.

..
.

Poprzednie części cyklu "Cyrk"

 - Cyrk (1)
 - Cyrk (2)

autor (tekstu): Mariusz Łokietek
Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest czysto przypadkowe.
Proszę sobie niczego nie dopowiadać to zwykła bajka, fraszka, żart ot tak sobie, opowiadany przy kawie. Taki na ten przykład opis  skeczu kabaretowego :)
Wszelkie prawa zastrzeżone.


Przedświąteczna gorączka

lindeczek

 

    Zaczyna się bardzo miło ładnie i spokojnie. Pierwsza jest świadomość zbliżających się świąt i delikatne łechtanie w postaci prezentów na Mikołaja. Kolejno pojawiają się kolorowe wystroje witryn sklepowych i w samych sklepach jest tak ładnie wszystko przystrojone, w biurach wyrastają choinki i stroiki. Rozmowy na temat o tym, że śnieg jest albo go nie ma i jak to święta Bożego Narodzenia są ładne kiedy jest śnieg. Później zaczynają się objawiać pierwsze symptomy choroby świątecznej – plany kto do kogo i kiedy, lub też u bardziej zaawansowanych plany jak tu uniknąć wizyty tych albo tamtych. Wszyscy to doskonale znamy, choć mało kto się do tego przyznaje. Potem już choroba świąteczna rozwija się już na całego. Bieganina po sklepach, żeby tylko zdążyć kupić to i tamto, żeby tylko wystarczyło na to co potrzebne. Jednocześnie w wielu przypadkach atakujemy samych siebie nerwowo zastanawiając się co by dać w prezencie najbliższym… cały ten kołowrotek trwa najczęściej do samego dnia wigilii i wówczas to jeszcze przed świąteczną kolacją, nadchodzi moment kulminacyjny owej "przedświątecznej gorączki". Całym szczęściem w momencie kulminacyjnym wszelkich napięć, stresów i nerwowości dochodzi do swego rodzaju katharsis, dzieki któremu to już pierwszego dnia świąt czujemy się spokojni i rozluźnieni. Wówczas to już miło spędzamy czas z najbliższymi. Jeśli natomiast po punkcie kulminacyjnym „przedświątecznej gorączki”, któryś z czytelników nie poczuje rozluźnienia i swego rodzaju ulgi to już sprawa zaczyna być znacznie bardziej poważną i polecam zgłosić się do odpowiedniego lekarza.
    Jeśli natomiast chodzi o lekarstwo na "świąteczną gorączkę" to polecam:
-okłady na serducho lub dupkę z wcześniej przyrządzonej listy zakupów. Okłady należy włożyć do tylnej kieszeni spodni, lub lewej kieszeni koszuli tuż przed wyjściem na zakupy; 
- spędzanie odpowiedniej ilości godzin w sklepach. Należy zatem wziąć wolne z pracy jeśli jest taka potrzeba i na spokojnie odpoczywać w sklepach na zakupach.
Co bardzo ważne, zakupy należy robić na spokojnie i bez pośpiechu;
-
wskazane jest odpowiednie odizolowanie się od niechcianych gości, ponieważ mogłoby dojść do zarażenia ową gorączką.
- wskazane są kolędy, które należy stosować w przypadku nasilenia stanu gorączkowego;
- leżenie pod choinką przez minimum kwadrans raz dziennie (tylko w ostrych przypadkach).

    Oczywiście nie wszyscy taką chorobę przechodzą co roku, jednym zdarza się raz w życiu i się na nią uodparniają, dla innych natomiast taka przypadłość jest rzeczą równie naturalną jak oddychanie i bez tej całej choroby trudno jest im odczuć świąteczny nastrój. Jednak zarówno jednym jak drugim mogę powiedzieć tylko tyle, że to jest po prostu kolejny dzień, tym zaledwie się wyróżniający, że możemy miło spędzić czas w całej tej otoczce świątecznej, która bądź co bądź zdarza się raz w roku. Dlatego idąc na zakupy pamiętajmy, że te wszystkie choinki, bałwany i innego rodzaju pierdołki, są po to byśmy mogli się miło poczuć. W domu natomiast polecam mieć, choć stroik z żywych gałązek świerku lub sosny, z których to zapach będzie wspaniale roznosił się po całym otoczeniu.

Siła wiary

lindeczek


    Siedzieli na tarasie jak każdego dnia popołudniem po obiedzie. Ojciec popijał sobie piwo, co oznaczało, że miał ciężki dzień i chce się zdrzemnąć. Ostatnio musiał mieć trudniejszy okres, bo prawie każdego dnia pił piwo po obiedzie. Mama siedząc wygodnie z nogami na sofie popijała kawę i patrzyła w dal. Odpoczywała. Synek natomiast nie lubiąc tego poobiedniego przesiadywania bawił się w najlepsze swoją ulubioną grą. Odkąd dostał ją od Ojca i kiedy stworzył swój profil, bawił się nią każdego dnia. Gra była nowej generacji i polegała na tym, aby gracz będąc architektem gry utrzymał popularność swojej postaci, którą oczywiście sam wykreował. Gra była o tyle zajmująca, że nie posiadała ograniczonej liczby scenariuszy, ponieważ sama tworzyła postacie drugo, trzecio… dalszo planowe, które według ustalonych reguł albo uznawały postać stworzoną przez gracza jako popularną i godną uwagi, albo i nie trzymały jej na podium uwagi. Gracz oczywiście wygrywał w chwili kiedy przeważała liczba tych postaci dla których był najważniejszy. Początkowo Ojciec pomagał Synowi w zabawie i wyjaśniał zasady dzięki którym Syn osiągnie najlepsze efekty. Wyjaśnił zasadę kija i marchewki, jak i pomógł  Synowi w wykreowaniu wizerunku cudotwórcy. Od dłuższego czasu postanowił, że nie będzie pomagał mu w zabawie. Syn był już na tyle duży, aby samemu sobie poradzić z tak prostą gierką. Ojciec lubił bawić się z Synem i wysłuchiwać jak to ludki w gierce zaczęły robić to albo tamto i jak sobie z tym poradził. Wiedział jednak, że jego Syn musi nauczyć się działać sam, musi dorosnąć i dojrzeć, a najwidoczniej lekcją pokory będzie właśnie ta gra kiedy przestanie nad nią panować. Ojciec doskonale widział, jak Syn przez ostatnich kilka tygodni spędzał przy swoim wyzwaniu całe dnie i zdecydowanie bardziej angażował się w cały skomplikowany scenariusz. Syn już kilka razy, kiedy to siedzieli na tarasie, próbował zaczepić Ojca i zapytać o poradę. Zaczynał zawsze tak samo. Dziś również zaczął w bardzo podobny sposób.
- Tato wiesz, że niby ta gra miała nie mieć powtarzających się scenariuszy, a jednak co i rusz zauważam, że pojawia się jakaś sekwencja zdarzeń, które już wcześniej miały miejsce. Co prawda może i w innym miejscu i czasie i w wykonaniu innych postaci, ale jednak. Może odniesiemy ją i zareklamujemy, co? - zapytał Syn.
- Mały sam posłuchaj siebie co mówisz. „…w innym miejscu i czasie…” Dodaj jeszcze, że różni się konsekwencjami i będziesz miał odpowiedź na swoje pytanie. Zresztą sam dobrze wiesz, że nic by z tej reklamacji nie wyszło, prawda?
- No…. może i masz rację. Ale co ja mam zrobić, kie…
- Pomyśl. – Ojciec stanowczo przerwał w pół słowa Synowi – Jestem pewien, że znajdziesz rozwiązanie. – dokończył spokojnie.
- Chodź do ogrodu i nie zawracaj głowy Ojcu, niech sobie odpocznie. – powiedziała Matka wstając z sofy – Pomożesz mi przynieść kwiaty i przy okazji pooddychasz Świerzym powietrzem, przecież ostatnio całymi dniami siedzisz przy tej grze. …no chodź.
- Tylko odniosę grę i wezmę ze sobą wyświetlacz, żeby widzieć co tam się dzieje. – postanowił Syn i poszedł do swojego pokoju, dodając - Ty już idź, ja zaraz do ciebie przyjdę. 
- Skoro musisz. – odparła Matka i przechodząc obok Ojca musnęła go w ramię wierzchem dłoni.
- Tak, tak kochana ja się w tym czasie zdrzemnę – powiedział Ojciec przymykając oczy.
    Po chwili Ojciec zapadając w sen przypomniał sobie jak postanowili z Matką, że dadzą tę grę Synowi. Już wtedy wiedzieli, że za kilka lat będzie dorastającym mężczyzną i postanowili dać mu coś z czego będzie dumny, nawet wówczas kiedy już mu się to znudzi. Kiedy jego Syn zrozumie, że zdecydowanie przyjemniej jest otworzyć się na świat, niż zamykać go w tak niewielkiej gierce. Ojciec nawet zaczynał rozumieć Matkę, która już wtedy wierzyła, że ich syn zachowa tę zabawkę na pamiątkę. On sam coraz częściej dostrzegał w Synu samego siebie. Nawet mu się podobało, kiedy zauważał w Synu podobny do swojego upór i zamiłowanie do stawianych wyzwań. Teraz widział, jak jego Syn może nawet lepiej niż on sam w takim wieku potrafi radzić sobie ze swoją złością. Pamiętał sam siebie i swoją zapalczywość w dyskusji z Matką na ten temat kiedy wybierali dla Syna grę. Cieszył się tym, że dobrze wybrał. Jego żona była doskonałą kobietą i potrafiła dostrzec to czego on sam nie widział. Potrafiła dostrzec, jaki jego Syn będzie jako dorosły mężczyzna. On wtedy wiedział za to, że ta zabawka będzie równie dobrze funkcjonować przez kilkaset lat, nawet przy minimalnej ingerencji ze strony Syna i to mu się podobało. Wiedział, że kiedyś jego Syn postanowi sam założyć rodzinę i wtedy zabierze ze sobą swoją ulubioną zabawkę, choć już nie będzie się nią bawił. Wiedział, że kiedy jego Syn już odłoży grę na półkę ona będzie mu o nich przypominać. Jednocześnie będzie to piękna ozdoba z lekka świecąca trochę błyszcząca, ale zwłaszcza będzie to taka wyjątkowa pamiątka - niebieska kula.

autor: Mariusz Łokietek

© KFK
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci